Powrót w chwale i glorii Conana do Marvela! [Życie i śmierć Conana. Conan Barbarzyńca. Tom 1 – RECENZJA]

W 2018 Marvel odzyskał prawa do Conana od Dark Horse po ponad 15 latach przerwy. Ile było mieszanych głosów w kontekście powrotu słynnego Cymeryjczyka do „domu pomysłów”. Całe szczęście Marvel nie zawiódł i Jason Aaron zafundował czytelnikom nowe otwarcie dla tej postaci, które w dużej części jest również laurką dla samej postaci Conana. Dzięki uprzejmości Egmont Polska mogę dla was omówić pierwszy tom Conana Barbarzyńcy i przez to, że jest to komiks napisany przez
mojego ulubionego scenarzystę, to nie mogłem odpuścić tej pozycji.


Największy bohater ery hyboryjskiej powraca! Życie Conana obfituje w przygody i
pojedynki. Nic dziwnego! W czasach pokoju dzielny Cymeryjczyk czuje się bowiem jak lew
w klatce i sam wyszukuje sobie przeciwników. Tym razem Szkarłatna Wiedźma chce
wykorzystać Barbarzyńcę, żeby przyzwać mrocznego Razazela. Czy jej się to uda? Ponadto
Conan będzie walczył z potwornymi wężami, dzięki czemu zasłuży sobie na szacunek
Piktów. Okoliczności zmuszą go także do samotnej żeglugi na pirackim statku, którego
ładownia jest wypełniona trupami. Czy ze wszystkich tych sytuacji Conan wyjdzie jak
zawsze obronną ręką?

Nie będę ukrywał, że z Conanem nie miałem zbytnio wiele wspólnego i w związku z tym ten komiks to
było moje pierwsze prawdziwe zetknięcie z tym światem i głównym bohaterem. No i cóż…tylko Jason
Aaron potrafi tak pisać historie, abym już po pierwszym zeszycie został fanem danej postaci. Pierwszy tom przygód jest bardzo zróżnicowany pod kątem tematycznym, jak i tonalnym. Tak, jak wcześniej wspomniałem Aaron zrobił w gruncie rzeczy laurkę dla samej postaci. Na przestrzeni 6 zeszytów zaserwował nam różne historie z życia Cymeryjczyka na przestrzeni wielu lat z jego życia, które oddają nam charakter bohatera na wielu płaszczyznach oraz samą istotę postaci, kim tak właściwie jest Conan, który pod wieloma względami jest bardzo nieoczywistą i zaskakującą postacią. Całość ma narrację retrospektywną i wiele wydarzeń splata wątek ze Szkarłatną Wiedźmą, którą poznajemy na początku tomu. Dzięki temu nie czuć poszatkowanej narracji i uważam, że w kontekście tej historii, taka forma sprawdziła się bardzo dobrze.


Wszystkie historie bardzo się od siebie różnią i każda z nich stara się prezentować inny aspekt postaci Conana, czy oczywiście inny zakątek świata przedstawionego. Mamy pokazane, jak Conan musi współpracować z Piktyjczykami, poradzić sobie z piratami na morzu i innymi magicznymi stworzeniami, czy po raz setny uniknąć śmierci. Bardzo zaciekawiła mnie różnorodność świata, kultur. Moją ulubioną historią jest zeszyt 4 – „Król w klatce”, który ukazał nieco inny punkt widzenia na to kim jest Conan, a raczej jaki powinien być i dzięki fantastycznej oprawie wizualnej od Gerardo Zaffino, to ta część na długo zostanie w mojej pamięci. Będąc ,,laikiem” w temacie Conana to myślę, że te historie dały dobry pogląd na całą postać Cymeryjczyka.


To co bardzo zwróciło moją uwagę to bardzo specyficzny humor. Wielokrotnie bawiły mnie świetnie napisane dialogi Conana, które były mięsiste i idealnie oddały cały charakter Conana, który skłaniał mnie do powrotu myślami do jego Thora, bo jakby nie patrzeć Conan, czy Odinson mają wiele ze sobą wspólnego i widać, że Jason Aaron odnajduje się w tego typu historiach, jak ryba w wodzie.

Za rysunki do większości zeszytów odpowiada Mahmud A. Asrar, natomiast do czwartego wcześniej
wspominamy Gerrardo Zaffino. W kontekście całego konceptu i kreowanego nam świata znacznie
bardziej do gustu przypadła mi „kreska” Zaffino, jednak i tak wydaje mi się, że w tym przypadku
rysunki Esady Ribicia byłby najlepsze, który odpowiadał jedynie z okładkę.
Standardowo wydanie od Egmontu jest bardzo dobre i zarówno pod kątem estetycznym, czy czysto
technicznym nie ma co się przyczepić.

Powrót Conana do Marvela zdecydowanie uważam za udany i Jason Aaron zafundował nam
naprawdę zróżnicowane historie, które zarówno dla nowych, jak i starych fanów mogą być ciekawą
lekturą. Po przeczytaniu tego tomu pokochałem postać Conana oraz to jak z każdym kolejnym
zeszytem jego losy coraz bardziej mnie angażowały. Z pewnością sięgnę po inne pozycje z tym bohaterem, te nowsze (Savage Avengers), jak i może te starsze.

Egzemplarz otrzymałem dzięki uprzejmości wydanictwu Egmont

„ETERNALS”, czyli słów kilka o mojej najbardziej wyczekiwanej produkcji Marvela.

Pamiętacie ten moment, gdy w nocy, zamiast iść spać oglądaliście kreskówkę „Eternals” na Jetixie, mieliście piórnik z Sersi lub Ikarsem, albo na Halloween chcieliście przebrać się za Makkariego, bo był najlepszą postacią ze wszystkich Eternals? Nie? No nic dziwnego, bo coś takiego na sto procent nie miało miejsca.

6 listopada 2020 do kin na całym świecie wejdzie produkcja „Eternals”, która będzie drugim filmem z 4 fazy MCU i na ten moment jest ona wielką niewiadomą dla 99% osób, które są zainteresowane kinem blockbusterowym. Całe szczęście jest ta garstka osób, które bacznie śledzą proces tworzenia filmu i osobiście zaliczam się do tej grupy. W związku z tym zapraszam was do moich przemyśleń i zbioru informacji na temat mojego najbardziej wyczekiwanego filmu od Marvel Studios.

Marvel jest w posiadaniu dużej ilości ciekawych bohaterów, bohaterek, wszelakich grup, które mógłby stanowić ciekawy koncept na film. Ostateczne postawienie na „Eternals” jest naprawdę intrygujące. Obecnie ta grupa superherosów jest dosłownie martwa w komiksach. Do tej pory doczekali się tylko trzech solowych serii, a samym twórcą „Eternals” jest oczywiście Jack Kirby, jednak za tym stoi ciekawa historia, która ma przełożenie na dzisiejsze realia. Po tym, gdy Kirby wpadł w konflikt z Marvelem, odszedł do DC i tam stworzył „New Gods” z całym motywem Apokalips itp. Kirby był tak zafascynowany całym konceptem, że gdy wrócił do Marvela, to na podobieństwo New Gods stworzył właśnie Eternals. Jakoś 2 lata temu pojawiły się pierwsze plotki, że Warner Bros. planuje film o Nowych Bogach i reżyserką ma być Ava DuVernay. Jakiś czas później pojawiła się informacja, że Marvel ma w planach wypuszczenie filmu „Eternals” i już wtedy wydawało się to podejrzane i śmieszne w kontekście całej historii Eternals i New Gods. Jednak jako że Marvel jest zacznie lepiej zorganizowany, to całą produkcję „pchał” pewnie do przodu, a DC stało w miejscu i na ten moment mamy zero informacji na temat projektu.

Przejdźmy do pierwszego punktu moich rozważań, czyli samego konceptu filmu oraz krótkiej notatki na temat lore Eternals.
Celestiale to w skrócie Bogowie, którzy najpewniej powstali po wielkim wybuchu. W MCU na razie Celestiale nie były jakoś mocno rozwijane. W pierwszych Strażnikach spotkaliśmy „Esona the Searcher”, który zniszczył planetę za pomocą Power Stone oraz oprócz niego widzieliśmy wielką głowę martwego Celestiala, w której powstawało „Knowhere”. W Endgame dowiedzieliśmy się również o tym, że Vormir należy do Celestiańskiego Świata Śmierci.
Do razy Celestiali należał również Ego, ale tą grupą na razie się nie zajmiemy.
W komiksach Celestiale stworzyły trzy gatunki: Eternals, Dewiantów oraz ludzi. Konflikt Dewiantów i Eternals jest naprawdę długi i przez lata knuli przeciwko sobie.
Eternals miało kilka grup: była grupa z innych planet (m.in. Tytan i Thanos), z olimpu (Thena, Hercules) oraz grupa ta najbardziej znana, której liderem był Ikaris. Ostatnio w komiksach, gdy Celestiale przybyły ponownie na ziemię w celu jej zgładzenia, to Eternalsi popełnili samobójstwo w obawie przed ich stwórcami. Na ten moment ich status to „martwy”, ale przed filmem na pewno jakaś mini-seria zostanie odpalona (Jason Aaron musisz).

Sami widzicie, że sam koncept jest naprawdę szalony i jest czymś, czego w MCU po prostu jeszcze nie było. To jest fascynujące, że w jednym roku dostaniemy bardzo przyziemny film o Black Widow w szpiegowskim stylu, a później film o Bogach, którzy zostali stworzeni przez…innych Bogów.
Jak wiemy, każdy film w Marvelu musi pełnić, jakąś rolę. Przynajmniej tak było do tej pory. „Eternals” może być zupełnie nowym rozdziałem w uniwersum Marvela. Zresztą o tym wspomniał sam Feige na #CCXP w Brazylii. Przede wszystkim film będzie bardzo postawiony na cały mistycyzm, kosmologię i być może ukaże nam bóstwa kosmiczne pełniące w komiksach ważną rolę. Jednak najistotniejszą kwestią będzie sam wpływ kulturowy filmu. Już sama główna obsada jest niesamowicie zróżnicowana i…bardzo dobrze. Na przestrzeni 7 tysięcy lat będziemy obserwować, jak różne kultury, nacje rozwijały się i to jest logiczne, że taka grupa Bogów, którzy pochodzą z różnych części naszego świata, różnią się, ale tworzą jedną wielką społeczność, gdzie nie ma podziałów. Warto też wspomnieć, że dostaniemy wreszcie pierwszą homoseksualną postać i wbrew poprzednim plotkom, to nie będzie Ikaris, ponieważ ma on mieć romans z Sersi (który ma odzwierciedlenie w komiksie). Wiele osób może się teraz zastanawiać, co z Chinami? Czy Chiny wytną ten wątek homoseksualny? Ciężko mi na ten moment odpowiedzieć na te pytania. Nie wiemy, kto w końcu nim będzie (może Phastos, co by sugerował footage z Brazyli) i jak będzie integralny z całą historią. Liczę na to, że postać zostanie dobrze przedstawiona i Disney znowu nie będzie patrzeć w stronę Chin i nie spłyci tego (pomimo tego, że rynek Chiński jest bardzo ważny dla Marvela). Bo jak nie teraz to już nigdy.
Dodatkowo w Makkariego wcieli się głucha aktorka – Lauren Ridlof i ta informacja również mnie bardzo ucieszyła, bo to znowu pokazuje, jak same społeczeństwo Eternals będzie rożnorodne.
Na ten moment nie wiemy oficjalnie, jak będzie wyglądać narracja, ale ze zdjęć z planu można wywnioskować, że dostaniemy dwie linie czasowe. Pierwsza to będzie współczesność i relacja Sersi z Black Knightem, który być może w jakiś sposób będą eksplorować starożytne artefakty i odkrywać przeszłość. To może trochę nawiązywać do runu Neila Gaimana, gdzie Eternals stracili pamięć i żyli wśród zwykłych ludzi. Natomiast druga linia czasowa, to same retrospekcje, które będą stanowić znaczną część filmu. Myślę, że kontrast między zwykłym miastem – Nowym Jorkiem, a potężnie kolorowym Olimpem zadziała naprawdę dobrze. „Chwila, co? Olimp”. Tak, część Eternalsów mieszka na Olimpie, który również wiemy, że się pojawi w całej swojej „Kirbowskiej stylistyce”, co pokazują zdjęcia z planu.

Rozmawiam tak o samym filmie, ale pora wreszcie przejść do samych twórców. Chloe Zhao. Kobieta, która „urodziła się na schodach festiwalu Sundance” ma niesamowicie trudne zadanie przed sobą. Biorąc pod uwagę fakt, że jej poprzedni film „The Rider” miał około miliona dolarów budżetu, a „Eternals” ma około 200 mln dolarów, to sam przeskok jest nieziemski. Czegoś takiego jeszcze nie było. Chloe Zhao ma fantastyczną rękę do walorów wizualnych, co przy „Eternals” bardzo się przyda. Chodzą plotki, że chce nakręcić parę scen taśmą 16 mm Ektachachrone, które jeszcze bardziej podbiją kolory. Coś takiego w mainstreamie nie występuje i jest bardzo oryginalne, jak na produkcję tego typu. Zazwyczaj stosuje się taśmy 35 mm, albo 70 mm. Dodatkowo Chloe w swoich produkcjach dotyka motyw więzi człowieka z naturą, miejscem zamieszkania, co łączy się z tym, jak „Eternals” mają mniej więcej wyglądać. Na San Diego Comic Con zostało powiedziane, że oprócz filmu o Bogach, dostaniemy również historię o rodzinie. Nie ukrywam, że sam temat prosi się o jakieś filozoficzne zagadnienia dotyczące ludzkości.

Wpływ Chloe Zhao na produkcję jest ogromny. Film będzie miał największe scenografie w historii MCU i znacznie większa część jest kręcona w plenerze. Została wybudowana między innymi „Brama Isztar” ze starożytnego Babilonu, która była poświęcona ich Bogini. Być może to będzie ktoś z naszej grupy Bogów, ale sami widzicie, jaki może być point tego filmu. Będzie on dobudowywał nowe znaczenia dla znanych nam mitologii i wszelakich kultur, wpisujące się w całe MCU. Oprócz tego wiemy, że również będzie bardzo duża walka między Eternals a głównymi antagonistami – Dewiantami, w której masa statystów brała udział i całość była kręcona przy wulkanie.

Nie zapominajmy o innych twórcach. Za scenariusz odpowiadają Matthew i Ryan Firpo, którzy w 2017 znaleźli się na „Black List”. Jest to zestawienie najciekawszych scenariuszy, które nigdy nie zostały zrealizowane. Ich scenariusz „Ruin” miał opowiadać historię ex-nazisty, który po wojnie tropi innych członków SS. Jest to bardzo ciekawy wybór i ciężko mi coś więcej na ich temat powiedzieć, bo nie oglądałem żadnego ich filmu. Oprócz tego za muzykę będzie odpowiedał uwielbiany Ramin Djawadi, który po 12 latach wróci do MCU. Djawdi skomponował muzykę do pierwszego „Iron Mana”. Natomiast za zdjęcia będzie odpowiadał Trent Opaloch i… tutaj mam mieszane uczucia. Opaloch do tej pory współpracował z braćmi Russo przy ich filmach w MCU. O tyle Infinity War i Endgame moim zdaniem są naprawdę ładne wizualnie i kompozycja kadrów jest fantastyczna, to Winter Soldier i Civil War trochę od nich odstają, choć Zimowy Żołnierz jest trochę lepszy od Wojny Bohaterów. Mam nadzieję, że współpraca z tak uzdolnioną reżyserką, jak Chloe Zhao wyjdzie na dobre.

Przejdźmy wreszcie do obsady, która jest niesamowita. Pamiętam, jak pojawiały się pierwsze przecieki dotyczące niej i już wtedy takie nazwiska, jak Angelina Jolie (jeszcze na początku myślało się, że zagra Sersi), Richard Madden powodowały u mnie ekscytacje, ale oficjalne ogłoszenie obsady na SDCC już całkowicie wzbudziło we mnie hype. Główna obsada: wystąpią: Angelina Jolie (Thena), Richard Madden (Ikaris), Kumail Nanjiani (Kingo), Lauren Ridloff (Makkari), Brian Tyree Henry Phastos, Salma Hayek (Ajak), Lia McHugh (Sprite), Don Lee (Gilgamesh), Gemma Chan (Sersi), Barry Keoghan (Druig) i Kit Harington, który wcieli się w samego Black Knighta. Wow. Nie ma Tomasza Kota, ale też jest zajebiście!!! Bardzo mnie cieszy różnorodność w obsadzie, ponieważ to jest ten rdzeń, który definiuje to, kim są Eternals. Najbardziej chyba mnie cieszy obecność Barry’ego Keoghana, który jest naprawdę rewelacyjnym aktorem i to, że zagra złoczyńcę filmu, jest bardzo ciekawą informacją, bo Keoghan już raz pokazał, że świetnie potrafi sportretować budzącą strach, niepokój kreacje (Zabicie Świętego Jelenia). Dodatkowo nie ukrywam, że cieszę się, że to jednak Lia McHugh wcieli się w Sprite’a, a nie Millie Bobby Brown, jak Variety podawało.

Eternals to produkcja, z którą Marvel i Disney wiążą ogromne nadzieje, bo jest to projekt duży i ryzykowny. Nowe otwarcie dla MCU, które może rozszerzyć uniwersum w wielu ciekawych kierunkach. Z każdym miesiącem będziemy dostawać coraz więcej informacji i mój tekst może ulec lekkiej dezaktualizacji. Na pierwszy trailer poczekamy do kwietnia i już nie mogę się doczekać, bo pierwszy footage pokazany na CCXP w Brazylii, tylko potwierdza moje przewidywania i zapowiada kosmiczne widowisko.

Inhumans vs X-Men – „Śmierć X” i „Extraordinary X-Men” [RECENZJA]

Konflikt dwóch dużych nacji takich, jak X-Meni i Inhuamns to naprawdę ciekawa baza pod masę różnych historii. Zwłaszcza, że te dwie grupy całkiem sporo łączy, pomimo kompletnie różnych ideologii, backgroundu etc. Dla obu nacji liczy się najbardziej jedna rzecz – zadbanie o swoich najbliższych.

Terrigen, święta substancja Inhumans, która daje im życie, stanowi śmiertelnie zagrożenie dla mutantów. Przedstawiciele obu ras ścigają się z czasem, aby znaleźć pokojowe rozwiązanie tego problemu, ale mogą nie zdążyć, szczególnie że Scott Summers i Emma Frost realizują już własny plan. Przyparci do muru, nie cofną się przed niczym, żeby ocalić swój gatunek… nawet przed wydaniem wojny najpotężniejszym istotom na Ziemi.

Dzięki uprzejmości Egmont Polska mam dla was przyjemność zrecenzować 1 i 3 Tom całej historii.
Nie ukrywam, że po przeczytaniu obu komiksów zdecydowanie bardziej podszedł mi „Śmierć X” i wynika to z wielu kwestii. Uwielbiam postać Cyclopsa – tego prawdziwego lidera mutantów, który nie ugnie się przed niczym, aby zapewnić swojej grupie bezpieczeństwo i stabilizacje. Reszta ekipy X-Men wypada również dobrze na czele z Emmą Frost, czy Magik. Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o grupie Inhumans. Odnoszę wrażenie, że sam scenarzysta – Jeff Lemire nie wiedział, jak ich konkretnie przedstawić i to jest problem z „Inhumans” od lat, że są strasznie bezbarwni, jako grupa i nie mogą wyjść spod płaszcza „tych drugich X-Men”. Stojące za Inhumans motywacje nie są przekonujące i nie potrafię się postawić na ich stronie. Przeszkadza mi to o tyle, że zarówno X-Meni i Inhumans mają w życiu ciężko pod górkę i liczyłem na jakiś szerszy konflikt ideologiczny. Tak, jak po stronie mutantów mieliśmy silne punkty w postaci Cyclopsa, czy Emmy Frost to po stronie Inhumans nie mamy kogoś takiego. Boli mnie trochę takie zmarginalizowanie postaci Black Bolta – króla Attilanu i przywódcy Inhuamns. Mimo to „Śmierć X” czytało mi się bardzo przyjemnie, ale niestety nie mogę tego powiedzieć o…

„Extraordinary X-Men: Inhumans vs X-Men”. Jest to trzeci tom z mini-eventu, które kończy cały event. Jest on głównie skupiony wokół postaci Storm i wątku migracji mutantów w ucieczce przed chmarami Terrigenu, które są dla nich szkodliwe. Jest on znacznie słabszy od pierwszego tomu. Jeśli mógłbym wymienić jakieś zalety to na pewno sam motyw ucieczki mutantów jest ciekawy, ale szkoda, że nie został bardziej rozwinięty. Postać Storm też mi się bardzo podobała, zwłaszcza te wszystkie jej dylematy, słabości związane z jej przywództwem. Jest tutaj jedna bardzo wzruszające scena między nią, a zainfekowaną przez chmury Terrigenu dziewczynką. Niestety oprócz tego sam komiks nie jest najlepszy i po zakończeniu historii czułem, jakby znaczną część wycięto. Dodatkowo mamy epilog skupiony na postaci Kitty Pryde, który przedstawia trochę ogólnikowo, jak mutanci się pozbierali po całej tragedii. W tym tomie perspektywy Inhumans nie ma i to też troszeczkę mi przeszkadzało.

„Śmierć X” oprócz bycia lepszym pod kątem scenariuszowym , ma też moim zdaniem lepszą kreskę od „Extraordinary X-Men”. W tym drugim rysunki bardzo mi przeszkadzały, zwłaszcza to, jak sama Storm była przedstawiona. Mamy jeszcze dodatkową historię z Kitty Pride, która się różni stylistycznie od poprzednich.

Tradycyjnie same wydania Egmontowe są bardzo dobre i jak zwykle nie ma się do czego przyczepić.

„Inhumans vs X-Men” to z pewnością nie jest najlepsza historia z udziałem tych dwóch grup i w kontekście całego lore Marvela można sobie ją odpuścić. Czuć zmarnowany potencjał, zwłaszcza, że od tak uzdolnionego scenarzysty, jak Jeff Lemire spodziewałem się więcej.

Komiks do recenzji dostałem dzięki uprzejmości wydawnictwu Egmont.

„Śmierć X” https://egmont.pl/Smierc-X,21443604,p.html

„Extraordinary X-Men: Inhuamns vs X-Men” https://egmont.pl/Extraordinary-X-Men-Inhumans-kontra-X-Men,21443588,p.html

Jak „Vision” Toma Kinga może wpłynąć na serial „Wandavision”?

Robienie na tym etapie recenzji komiksu „Vision” od Egmontu nie ma zbytnio sensu, ponieważ powtórzyłbym wszystko to co masa innych osób napisała o tym arcydziele. W związku ze zbliżającą się premierą serialu „WandaVision” chciałbym zastanowić się, co twórcy serialu mogą zaadaptować do swojej produkcji.
(Do samej historii nie będzie większych spojlerów)

Komiks Vision jest naprawdę fantastyczny i wie o tym każdy maniak Marvela. Z miejsca zachęcam do przeczytania jego, bo jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana i do tego bardzo wartościowa oraz dobrze napisana historia. Za każdym razem „Vision rozkłada mnie na łopatki i wyciska ze mnie łęzkę”. Ale co powoduje, że Vision jest tak dobry? Myślę, że umiejscowienie postaci w ciekawym settingu, jakim jest typowe, amerykańskie miasteczko rodem z lat 50. I tutaj wracamy do naszego serialu, bo jak widzimy po „materiałach promocyjnych” w serialu również dostaniemy taki setting, tylko tym razem twórcy pójdą dalej i oprócz settingu dostaniemy sitcom niczym Van Dyke Show. W „Visionie” taki kontrast między „normalnymi ludźmi z sąsiedztwa”, a rodzinką syntezoidów spisał się kapitalnie, więc myślę, że w serialu również to zadziała bardzo dobrze.

Wracając do komiksu wiemy, że kiedyś (przed historią z komiksu) Wanda była z Visionem i miała z nim dzieci, które jak się okazało były tylko iluzją. Z czasem Wanda zaczęła coraz bardziej popadać w szaleństwo. W tej historii był jeszcze Mefisto i żeby go odpędzić Agata Harnkess razem z Visionem wymazała jej pamięć o dzieciach, lecz później dołączyła do Magento i jego „Brotherhood of Evil Mutants”. W głównej historii „Visona” im dalej w las, tym sprawy są coraz bardziej skomplikowane i tragiczne do tego stopnia, że sami Avengers musieli się włączyć do akcji. Sądzę, że w MCU będzie podobnie. Sam fakt, że serial będzie się łączyć bezpośrednio z „Doctor Strange in the Multiverse of Madness” może sugerować, że konsekwencje manipluacji Wandy mogą być…poważne. Może sama Scarlet Witch będzie „sekretnym” złoczyńcą filmu?

W komiksie to Vision i jego rodzina grała pierwsze skrzypce, a Wanda była na drugim planie. W serialu będzie raczej ma odwrót i to Wanda będzie tą prominentą postacią. Jak widzieliśmy na plakcie z D23, Vision jest w swojej ludzkiej postaci bez kryształa, więc może postać Visiona będzie iluzją? Tutaj dochodzimy do manipulacji rzeczywistością. Chodzą różne spekulacje (tradycyjnie niczego nie potwierdzam) że Wanda dzięki swoim zdolnościom, wpłynie na dany obszar i wytworzy to „idealne amerykańskie miasteczko z lat 50”. Darcy Lewis, jako fizyk może badać różne anomalie, które będą zachodzić na tym obsarze i będzie pomostem między „dwoma światami”.

Komiks „Vision” bardzo skojarzył mi się z Blade Runnerem i różnymi przemyśleniami, filozofiami tam przedstawionymi. Podczas czytania od razu nasuwała mi sie myśl „more human then human”. Jestem ciekaw, czy serial skręci w rejony egzystencjalizmu. W komiksie dużą rolę pełnią dzieci Visiona i jego żony Virgni, które „muszą” być normlane. Bałem się, że w komiksie pojawi się motyw „fish out of water”, ale całe szczęście King poszedł w kompletnie inną stronę. Czy w serialu pojawią sie dzieci? Wydaje mi się, że…tak. To mógłby być ten główny katalizator do pełnego szaleństwa Wandy.

W historii komiksowej pojawia się również detektyw Lin, który co prawda miał małą rolę, ale jego „odpowiednik” pojawi się w serialu. Chodzi mi oczywiście o Agenta Woo, który będzie również będzie badał dziwne anomalie. Co ciekawe Woo juz był zszokowany, gdy widział sztuczki Scotta z kartami, to co będzie gdy zobaczy popisy Wandy. Oprócz Woo pojawi sie również Monica Rambeau, która w komiksach jest superbohaterką Spectrum. Może Moncia będzie ich sąsiadka i w wyniki jakiejś „eksplozji mocy” otrzyma swoje moce. (Przypominam post o Miss Amercia i Ultimates).

Podsumowując uważam, że serial może być naprawdę genialny i to co napisałem będzie stanowić tylko trzon tej opwieści. A sam komiks kocham i jeszcze raz gorąco polecam każdemu.

InŁysyWeTrust

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij